Strona główna / Dowcipy / Autentyki

Autor Autentyki
mebelki
Administrator
Postów: 3293

Pracuję w lokalnym radiu i do moich obowiązków należy
przygotowanie przeglądu prasy na poranne zebranie dziennikarzy
zwane tu 'operatywką'.
Jedna z gazet napisała, że zespół Blue Cafe domaga się wyjaśnień
od poznańskiej firmy, która produkuje wodę toaletową Blue Caffe.
Okazuje się, że woda toaletowa została zarejestrowana w połowie lat
90-tych, gdy zespół jeszcze nie istniał. Streściłem to swoim językiem.
Moja szefowa wzięła wydruk na operatywkę. Nie przeczytała sobie
wcześniej tekstu. Uczyniła to poważnym głosem (jak to szefowie) na
zebraniu.
A oto ten tekst:
'Okazuje się, że woda toaletowa została zarejestrowana już w
czasach, gdy Tatiana Okupnik miała jeszcze czerwone kółko od
nocnika na dupie'!
mebelki
Administrator
Postów: 3293

Przed odlotem na moja misje w Iraku na pokładzie transportowca
C-141 na lotnisku byliśmy dokładnie przeszukiwani. Nasze podręczne
bagaże skanowano przy pomocy rentgena, musiałem wyciągnąć
wszystkie metalowe przedmioty z munduru, obszukiwano mnie później
jeszcze ręcznie. Na koniec zapytałem się po co to wszystko.
Strażnik odpowiedział:
- To wszystko po to, żeby nie wnosić broni na pokład samolotu-
oddając mi przy tym mój karabin SA-80
mebelki
Administrator
Postów: 3293

Parę lat temu pracowałem na myjni samochodowej, i korzystając z
chwili wolnego czasu pucowałem swoją Ładę Samarę. Podjechał
klient, wyszorowałem wstępnie jego autko i włączyłem maszynę.
Klient zerkając na moją Ładę opowiedział mi historyjkę:

Kiedyś będąc w Warszawie czekał w kolejce do myjni samochodowej
i był świadkiem takiej akcji. Do kolejki podjechał starszy pan swoją
Ładą, wysiadł, podszedł do gościa, który obsługiwał myjnię i
podniesionym głosem mówi:
- Panie ja chciałem stanowczo zaprotestować!
przestraszony gość z obsługi:
- Co się stało?
- Panie ja chciałem zaprotestować! Dlaczego nie myjecie Ład?
- Jak to nie myjemy Ład? My myjemy wszystkie samochody osobowe.
- To co do cholery ma znaczyć ten szyld!
Wszyscy ludzie z kolejki luknęli do góry na szyld i ryknęli śmiechem.
Na szyldzie widniał napis:
Myjnia samochodowa
'U Kazka'
ŁADNIE MYJEMY!
mebelki
Administrator
Postów: 3293

Całkiem niedawno części naszych kolegów z roku bardzo utrudnił
życie jeden doktor, twierdząc, że może im zrobić jeszcze jeden termin
kolokwium, ale niestety muszą mieć ważne karty zaliczeniowe, a tu
niestety termin właśnie minął. Koledzy udali się więc do dziekana
prosząc o przedłużenie terminu ważności kart zaliczeniowych.
Dziekan zafrasował się srodze, ale z przykrością stwierdził, że niestety
nie ma takiej możliwości i musi się trzymać przepisów i regulaminu. Nie
była to dobra nowina dla kolegów, ale po chwili twarz dziekana się
rozjaśniła:
- Hmm.. Kart wam nie mogę przedłużyć, ale mogę przedłużyć
miesiąc..
Tu chwyta za telefon i dzwoni do 'trudnego' doktora:
- Heniu, przyjdzie do ciebie kilku panów - przepytaj ich i wpisz
zaliczenie z wsteczną datą.

No i co? U nas to dziekan jest Bogiem, a nie pani z dziekanatu
mebelki
Administrator
Postów: 3293

Historia owa była opowiadana mi przez jednego z moich starszych
kolegów. Jest autentyczna gdyż została wielokrotnie zweryfikowana.
.
Lata dziewięćdziesiąte Akademia Rolniczo-Techniczna w Olsztynie
Na uczelni owej szefem katedry biochemii był prof. Strzeżek -
największy postrach uczelni - a jedną z jego asystentek dr L ......
(nazwisko do wiadomości redakcji). Należy to tylko dodać że owa pani
doktor miała dość spory problem z kręgosłupem i była zwyczajnie
garbata.
.
Któregoś pięknego dnia stoimy sobie na korytarzu i jak to przed
zajęciami z biochemii czytamy skrypt. W pewnym momencie słyszymy
za drzwiami laboratorium wrzask Strzeżka:
- Aaaa... ku*wa ja cię zabije !!!
W tej samej sekundzie przez drzwi wyskakuje dr L...... i za
przeproszeniem spie**ala ile sił w nogach, na schody i pędem w dół
na podwórko. Za nią z krzesłem w ręku wyskakuje Strzeżo, cały
czerwony, żądza mordu w oczach. Spojrzał na studentów i pyta:
- Którędy pobiegła !?
Wszyscy pokazali na schody
Strzeżo puścił się pędem za nią.
Dopiero później, gdy odwoływano zajęcia z dr L ...... dowiedzieliśmy
się o co chodzi. Prof. Strzeżek robił badania nad nasieniem byków. W
tym celu przetrzymywał w lodówce kilka fiolek z nasieniem. miały one
stać tam przez 5 lat. Stały już trzy, lecz właśnie w tym dniu dr L ......
robiła porządki i wylała zawartość wszystkich fiolek do zlewu.
Dr L ...... wróciła do pracy po kilkunastodniowym urlopie.
_____
Co do prof. biochemii z olsztyna, to nasienie było jakiejś ryby (chyba
jesiotra) a nie byka, a dodam jeszcze że pogoń za panią doktor
odbywała później sie dookoła dziedzińca.
W sprostowaniu - nasienie miało być mrożone - a pani doktor chciała
umyć lodówkę i odłączyła ja od prądu.
mebelki
Administrator
Postów: 3293

Tym razem autentyk z życia Pracowników Adminstracji Państwowej.
.
Rzecz się działa dawno temu - jak dopiero wchodziły nowe dowody
osobiste. W kwaterze głównej Urzędu Wojewódzkiego informatycy
(do których mój kumpel, który sprzedał mi tę historię, należy.
Pozdrowionka dla Adasia) mieli lekki za*ob: Trza było zainstalować i
skonfigurować oprogramowanie obsługujące bazę danych polaków.
Później, gotowe do użycia, miały te komputery rozjechać się po
małopolskich wioskach. Przy instalacji trzeba było wpisać jakieś tam
podstawowe dane, w tym, bezpośrednio nas interesujący, organ
wydający dokument. Superwisior stwierdził - wpisujta, chłopaki, co
popadnie - to się da zmienić z poziomu użytkownika.
Więc chłopaki wpisywali bzdety - między innymi imiona swoich
dziewczyn/żon/kochanek (niepotrzebne skreślić; a bzdety w sensie
wagi państwowej oczywiście, a nie indywidualnej): Jole, Agnieszki,
Anie, Doroty Beaty, etc. I tak kompy rozjechały się po województwie.
Jeden problem - tego nie dało się zmienić z poziomu użytkownika...
Do zmiany z poziomu administratora wymagany był klucz sprzętowy.
No więc, rozjechali się biedni informatycy po małopolsce w
poszukiwaniu komputerów. Nic w tym specjalnego, ale....
W jakimś Poskwitowie, czy też innych Surówkach (bez obrazy dla
mieszkańców wyżej wymienionych niewielkich miejscowości - nazwy
dobierane losowo) siadły mądre panie, było nie było, pracownice RP i
knują: Organ Wydający Dokument: JOLA.
JOLAJOLAJOLAJOLAJOLA. Knuły, knuły, aż uknuły.
Otóż - JOLA jest to:
Jednostka Organizacyjna Lokalnej Administracji.....
---
Dobrze, ze nie JOLKA
mebelki
Administrator
Postów: 3293

Koleżanka koleżanki w czasie korzystania z tego uroczego zakątka,
jakim jest toaleta publiczna, siedząc sobie spokojnie w kabinie
usłyszała pukanie do drzwi dziewczyny, która szukała wolnego
miejsca.
Nie zastanawiając się koleżanka koleżanki odruchowo powiedziała:
'Proszę', a 'szukająca', również nie zastanawiając się, weszła...
To się nazywa gościnność
mebelki
Administrator
Postów: 3293

Fizyk miał swoje ulubione powiedzonka. Jak wyprowadzał jakieś wzory na tablicy,
to nagle się do nas odwracał i mówił:
- Widziała kuma taki imbryk?
Jak ktoś się gubił w zeznaniach przy tablicy, patrzył z politowaniem
mówiąc:
- W dupie byłeś nie w lesie, gówno widziałeś nie ptaki.
Jak się zakręcił przy omawianiu tematu i nie bardzo wiedział jak
wybrnąć, mówił:
- Tylko spokój i kiszone ogórki mogą nas uratować.
A jak mu ktoś podskoczył mówił:
- Ty meneliku w ząbek czesany, w dziąsło szarpany.
mebelki
Administrator
Postów: 3293

JULIAN TUWIM- 'ŚLUSARZ'
W łazience coś się zatkało, rura chrapała przeraźliwie, aż do
przeciągłego wycia, woda kapała ciurkiem. Po wypróbowaniu kilku
domowych środków zaradczych (dłubanie w rurze szczoteczką do
zębów, dmuchanie w otwór, ustna perswazja etc.) - sprowadziłem
ślusarza. Ślusarz był chudy, wysoki, z siwą szczeciną na twarzy, w
okularach na ostrym nosie. Patrzył spode łba wielkiemi niebieskiemi
oczyma, jakim? załzawionym wzrokiem. Wszedł do łazienki, pokręcił
krany na wszystkie strony, stuknął młotkiem w rurę i powiedział:
- Ferszlus trzeba roztrajbować.
Szybka ta diagnoza zaimponowała mi wprawdzie, nie mrugnąłem
jednak i zapytałem:
- A dlaczego?
Ślusarz był zaskoczony moją ciekawością, ale po pierwszym odruchu
zdziwienia, które wyraziło się w spojrzeniu sponad okularów,
chrząknął i rzekł:
- Bo droselklapa tandetnie zblindowana i ryksztosuje.
- Aha, powiedziałem, rozumiem! Więc gdyby droselklapa była w
swoim czasie solidnie zablindowana, nie ryksztosowała by teraz i
roztrajbowanie ferszlusu byłoby zbyteczne?
- Ano chyba. A teraz pufer trzeba lochować, czyli dać mu szprajc,
żeby śtender udychtować.
Trzy razy stuknąłem młotkiem w kran, pokiwałem głową i
stwierdziłem:
- Nawet słychać.
Ślusarz spojrzał dość zdumiony:
- Co słychać?
- Słychać, że śtender nie udychtowany. Ale przekonany jestem, że
gdy pan mu da odpowiedni szprajc przez lochowanie pufra, to
droselklapa zostanie zablindowana, nie będzie już więcej
ryksztosować i, co za tym idzie ferszlus będzie roztrajbowany.
I zmierzyłem ślusarza zimnem, bezczelnem spojrzeniem. Moja fachowa
wymowa oraz nonszalancja, z jaką sypałem zasłyszanemi poraź
pierwszy w życiu terminami, zbiła z tropu ascetycznego ślusarza.
Poczuł, że musi mi czemś zaimponować.
- Ale teraz nie zrobię, bo holajzy nie zabrałem. A kosztować będzie
reperacja - wyczekał chwilę, by zmiażdżyć mnie efektem ceny -
kosztować będzie... 7 złotych 85 groszy.
- To niedużo, odrzekłem spokojnie. Myślałem, że co najmniej dwa
razy tyle. Co się zaś tyczy holajzy, to doprawdy nie widzę potrzeby, aby
pan miał fatygować się po nią do domu. Spróbujemy bez holajzy.
Ślusarz był blady i nienawidził mnie. Uśmiechnął się drwiąco i
powiedział:
- Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel kryptować? Żeby
trychter był na szoner robiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we
flanszy culajtungu nie ma, to na sam abszperwentyl nie zrobię.
- No wie pan, zawołałem, rozkładając ręce, czegoś podobnego nie
spodziewałem się po panu! Więc ten trychter według pana nie jest
zrobiony na szoner? Ha, ha, ha! Pusty śmiech mnie bierze! Gdzież on
na litość Boga jest krajcowany?
- Jak to, gdzie? warknął ślusarz. Przecież ma kajlę na uberlaufie!
Zarumieniłem się po uszy i szepnąłem wstydliwie:
- Rzeczywiście. Nie zauważyłem, że na uberlaufie jest kajla. W takim
razie - zwracam honor: bez holajzy ani rusz.
I poszedł po holajzę. Albowiem z powodu kajli na uberlaufie trychter
rzeczywiście robiony był na szoner, nie zaś krajcowany, i bez holajzy
w żaden sposób nie udałoby się zakryptować lochbajtel w celu
udychtowania pufra i dania mu szprajcy przez lochowanie śtendra, aby
roztrajbować ferszlus, który źle działa, że droselklapę tandetnie
zablindowano i teraz ryksztosuje.
mebelki
Administrator
Postów: 3293

Na sali wykładowej :
Wykladowca pisze na tablicy , w pewnej chwili zabrakło miejsca .
Lapie wiec gąbkę i sciera , ale niestety zaczął ścierać to co
przed chwila napisał . Jeden z studentów , który nie zdążył
tego przepisać nie wytrzymał i na cala sale : O kur.... !!
Wykladowca popatrzył sie na niego dzikim wzrokiem i ....
napisał jeszcze raz to co starł .

mebelki
Administrator
Postów: 3293

Autentyczne (bylem słuchaczem SWPW) kpt B. - zajęcia ze stategii:
- Na Zachodzie maja: bombę atomowa, artylerie atomowa, rakiety
atomowe,
granaty atomowe, ..
Śmiech na sali.
- Z czego sie smiejecie! Rzuca sie zza przeszkody stalej.
[1]



Czas generowania: 0.1537 s. Użycie pamięci: 1862 kB. Ilość zapytań do bazy: 5.
Powered by furanium 0.11 beta